Luribay to druga dolina, w której znajduje się moja ahipa. Tym razem na północy kraju, około 5-6 h drogi od La Paz. I powiem tyle, że najwidoczniej ahipa do wzrostu potrzebuje nie tylko odpowiedniego klimatu, ale i przepięknego krajobrazu :). To sama przyjemność przebywać i pracować w miejscach, gdzie się ją uprawia. Aby dostać się do Luribay wjechaliśmy na wysokość ponad 5000 m gdzie zastaliśmy zimną, śnieżną krainę. Krętą drogą powoli zjeżdżaliśmy na ‘drugą’ stronę aż naszym zaspanym oczom ukazała się purpurowa dolina zasnuta chmurami. Od tej chwili nie rozstawałam się z aparatem do samego powrotu. Zdecydowanie mój pobyt w Boliwii to jeden wielki zachwyt. Chciałabym ją całą ukraść i Wam przywieźć. Tak samo jak Carapari, Luribay to bajkowa kraina. Cudowne, kolorowe wzgórza, rwąca rzeka (teraz raczej strumyk) i zielone pola upraw, czysta harmonia. Mieszkańcy są niezmiernie serdeczni i sprawili, że już myślę aby wracać. Póki co jednak muszę zacząć myśleć o powrocie do ziemi ojczystej, i choć już trochę sobie tęsknię, to muszę się przyznać, że wcale nie chcę jeszcze stąd uciekać. Zerknijcie na zdjęcia… jedna wizyta w Luribay to zdecydowanie za mało.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nasmarowałam długi komentarz i nie poszło. Jeśli teraz uda się to jeszcze raz wyrażę swój zachwyt nad pięknymi widokami. Masz szczęście oglądać to na własne oczy. Co najważniejsze dobrze czujesz się w tamtych stronach. Jeszcze tam jesteś a już czuję się w twoich słowach żal przed opuszczeniem tej pięknej krainy. Pozdrawiam . Jeśli nie uda mi się zamieścić dziś komentarz spróbuje jutro.
OdpowiedzUsuńJakie urokliwe jest to Luribay, rozumiem twoje zachwyty.
OdpowiedzUsuńI kto by jeszcze kilka miesięcy temu pomyślał, że tak bardzo "pokochasz" tą swoją Boliwię z egzotyczną ahipą w tle.
DZIWNY JEST TEN ŚWIAT (i wspaniały!).
Ale wracaj już maleńki podróżniku, bo wreszcie przyszło do nas lato, może zostanie jeszcze przez jakiś czas (tam gdzie jesteś pewnie wkrótce zacznie się zima). No i chcielibyśmy obejrzeć WSZYSTKIE zdjęcia z "dalekich stron", posłuchać WSZYSTKICH historyjek, które sie przypomną, no i ZOBACZYĆ na własne oczy, jak teraz wygląda nasza osobista - "blondynka na krańcach świata"
przepiekne zdjecia, zachwyt budza zdjecia, krajobrazy... zachwyt budzi tez ta "nasza blondyneczka" ktora siedzac gdzies wysoko , u podnoza niebios bram skrzetnie cos notujac opowiada nam te piekne historie. Daje namiastke tego pieknego swiata w ktorym sie znalazla i ktory tak dzielnie przemierza .. serdeczne podziekowania za ten blog od przyjaciela pewnej podrozy... zycze Ci Duzo Dobrego i kolejnych niezapomnianych przygod.. zeby otaczali Cie zawsze dobrzy i zyczliwy ludzie w tym odleglym swiecie ( marek)
OdpowiedzUsuńkochana moja! a kiedy Ty wracasz? doczekam sie na Ciebie z naszymi urodzinami? juz bys wrocila... choc wiem, ze napewno mocno Ci zal opuszczac tak niesmowita kraine :/ sciskam Cie mocno ze wszystkich sil!!!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMartusia tak Ci zazdroszcze! ;* Mam nadzieje (a może lepiej powiedzieć plany) kiedyś tak zwiedzać świat jak Ty! ;D
OdpowiedzUsuńWitam Ciebie bardzo serdecznie,U Ciebie jak zawsze -pięknie,kolorowo i pomysłowo.ZDJĘCIA CUDNE.Zapraszam do Dobrych Czasów.Jola
OdpowiedzUsuńluribay
OdpowiedzUsuńhttps://www.facebook.com/luribay.loayza
OdpowiedzUsuń