
…trzeci (i niestety ostatni) dzień naszej wyprawy był dość spokojny. Pobudka o 4 rano, żeby zobaczyć naturalne gejzery na wysokości około 5200 m. Chyba nie muszę mówić jak bardzo mroźny był to poranek :) . Mieliśmy jednak szansę na rozgrzanie naszych ciałach w gorących wodach termalnych. Niewielu ostatecznie zdecydowało się zrzucić ubrania przy minusowej temperaturze na zewnątrz. Ja pozostałam wśród tych zazdroszczących tym zanurzonym :) . Kolejny wschód słońca podziwialiśmy tym razem przy unoszącej się z ciepła ziemi parze, widok bajkowy. Dalej pojechaliśmy zobaczyć jeszcze jeden wulkan i lagunę i tu zdjęcie grupowe: od lewej -> Eline (Holandia), Ki (USA), Debbie (Holandia), Simon (Anglia – mój ulubieniec), Andrew (USA) i ja – Polska! Na koniec odwiedziliśmy urocze miasteczko, gdzie trochę odpoczęliśmy nad lazurowym strumykiem i spotkaliśmy stado lam, które właściwie się do nas uśmiechały (mniam). Napawałam się dokładnie każdym jednym momentem tej podróży. Jestem pewna, że żadnego z nich nigdy nie zapomnę.
Jak zwykle ślę moc gorących pozdrowień!
Powiem jedno, mało odkrywcze słowo - "wow".
OdpowiedzUsuńŻyje sobie człowiek w swoim małym zaściankowym kraju, myśli, że jest pępkiem świata, a tu...proszę bardzo. Jest gdzieś inny taki cudownie niesamowity, daleki kraj. A w nim ty i oni, międzynarodowe towarzystwo młodych przyjaciól-odkrywców. Więc mówię uparcie swoje "wow", bo zaparło mi dech - ze wzruszenia, z zachwytu i troszkę z zazdrości.
Jesteście cudowni.