niedziela, 4 kwietnia 2010

20-21.03.2010 Tarabuco




Dokładnie dwa tygodnie temu w niedzielę bawiłam się na roztańczonych ulicach Tarabuco z okazji festiwalu zwanego Phujllay. Jest to jeden z największych festiwali w Boliwii, gdzie około 60 pobliskich wspólnot pojawia się w swoich tradycyjnych strojach, jak zwykle lśniących od stóp do głów, a akurat stopy i głowa były w tym najważniejsze. Wymyślne kapelusze o przeróżnych kształtach ozdobione były w najmniejszych szczegółach. Panowie i panie dekorowali swoje głowy w zależności od stanu cywilnego (kapelusz który mam na sobie powinien należeć do kawalera ;) ) co znacznie ułatwiało poszukiwanie wybranki/a w tym wielkim, hałaśliwym tłumie. Rytm tańca wystukiwali a raczej wytupywali panowie, w swoich olbrzymich, rzemykowych sandałach na koturnach, z metalowymi ostrogami, które służyły za instrument muzyczny. Oh jak ja im współczułam. A przetańczyć trzeba było całe miasto aż do obrzeży gdzie mieszkańcy wznieśli ogromną wieżę dziękczynną, z wszelkiego rodzaju owocami, warzywami i połową krowy na szczycie tzw. Pukhara. Tu kolumna przebierańców kończyła swój przemarsz ale bynajmniej nie był to koniec pląsów, przytupów i podskoków. Niektórzy z moich znajomych postanowili nawet dołączyć do jednej z grup i ucharakteryzowali się niemal jak rodowici Tarabukańczycy (na zdjęciu maszeruję z Erikiem). Muszę przyznać, że wzbudzili nie lada sensację (pozytywną) co zdecydowanie było widać na twarzach publiczności.

Podobne parady widziałam tu już kilka razy ale jak dotąd mi się nie znudziły i za każdym razem jak widzę ten szczęśliwy tłum (patrz pan na zdj. nr 3) to po prostu serce roście. Już oczekuję kolejnej f(i)e(s)ty!

Przy okazji chciałabym wszystkim życzyć Wesołego Alleluja!

Que Tengan una Semana Santa Hermosa!

7 komentarzy:

  1. Witaj Martusiu.Dawno się nie odzywałaś. Myślę, że już czujesz się dobrze, skoro zaczęłaś się dzielić swoimi przygodami.
    Nie wiem czy ma to w tej chwili dla Ciebie znaczenie ale dziś kończy się się pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych. Wszystkiego najlepszego z tej okazji.
    Widzę , że tam często masz okazje uczestniczyć w kolorowych pochodach. Nakrycie głowy , które prezentujesz , jest bardzo twarzowe.Wszystko jest takie egzotyczne . Sama nazwa - Tarabuco, brzmi dla mnie wręcz bajkowo.Do tego cały korowód wspaniale ubranych ludzi. A wśród nich roześmiana blondynka. Nasz polski koliberek.Tak trzymać. Baw się dobrze i oby uśmiech nie schodził z twojej buzi.
    Pozdrowienia od Leszka i Kuby.

    OdpowiedzUsuń
  2. W zasadzie już o tym pisałam, ale powtórzę jeszcze raz - to niesamowite, jak w tym raczej ubogim kraju, ludzie cudownie, spontanicznie i radośnie potrafią się bawić i cieszyć życiem. Naprawdę powinniśmy im tego zazdrościć. I ty , w tym świecie, jak napisała Jadwiga, nasza blondynka-koliberek, warto było, prawda?
    Mam głębokie przekonanie, że wszyscy Boliwijczycy, również mieszkańcy Carapari, mają tak pododne i przyjazne usposobienie, zaakceptują i pokochają wyżej wymienioną blondynkę, bez żadnych ograniczeń.
    Całuję cie mocno i pozdrawiam.

    P.S. Nie zapomnij, ze dziś śmigus-dyngus i polej się troszeczkę wodą ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. halo martusia pozdrawiamy ola

    OdpowiedzUsuń
  4. pozdrawiamy wszyscy - ola mateusz zuzia malgosia i darek babcia dziadek ciocia dorota

    OdpowiedzUsuń
  5. dziękuję za pozdrowienia i życzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super , że się odezwałaś bo martwiliśmy się o Ciebie. Pozdrowienia od Aguli , Sebastiana i Wiktora

    OdpowiedzUsuń
  7. Martusia bardzo stesknilismy sie za toba oraz za twom pisaniem odezwij sie szybko kochamy i pozdrawiamy cala rodzinka Grucow!!

    OdpowiedzUsuń