wtorek, 16 marca 2010

13. 03. 2010 Potosi - przyjazd






W ostatni weekend wybrałam się z moją holenderską towarzyszką i szwajcarską nieznajomą na zwiedzanie Potosi. Kolejne dwa dni wrażeń… jak zwykle niezapomnianych.

Droga do Potosi jest jak większość w Boliwii stroma i kręta. Całkiem niedawno (gdy nie było jeszcze asfaltu) ginęło tam wielu co symbolizuje las krzyży na poboczach. Ale to nie kolorowe ołtarze wzbudziły moje zdziwienie. Podczas całej, trzy godzinnej drogi, dosłownie co kilkanaście metrów, na poboczach grzecznie leżą… psy. Nie ma tam żadnych domów więc od razu zadałam sobie pytanie: skąd się tam wzięły i dlaczego jest ich aż tyle? Co więcej, nasz kierowca wydawał się być przygotowany, gdyż co chwilę przez okno wyrzucał pajdę chleba. Otóż… okazuje się, że Boliwijczycy wierzą, iż właśnie te spokojne, wpatrzone w jadące auta zwierzęta, to dusze zmarłych w wyniku wypadków na owej niebezpiecznej drodze. Stąd respekt kierowców i zawsze jakaś przekąska w zanadrzu. Muszę przyznać, że było to tak dziwne, że chyba w tą historię wierzę. Jedyne żywe dusze jakie udało nam się spotkać na granicy miast to starsze Boliwijki sprzedające swoje wyroby… i jak widać średnio zadowolone z popytu (zdj. 1).

Potosi znajduje się na wysokości 4070 m. Poczułyśmy to niezwłocznie w naszych głowach, nogach i brzuchach. Na szczęście jak zwykle przywróciła nas do pionu mate de coca! Zatrzymałyśmy się w hotelu Compañia De Jesús (zdj. 2) i teraz myślę, że może to dzięki tym wszystkim świętym czuwającym nad nami na ścianach pokoju udało nam się ten weekend przeżyć (ale o przygodach później). Samo Potosi wydaje się być w miarę urokliwym miastem, o wiele bardziej kolorowym niż białe Sucre (zdj. 3). Większość ludzi także wydaje się wieść całkiem przyjemne życie jak ta dostojna boliwijska para na ostatnim zdjęciu…

1 komentarz:

  1. DZIWNY JEST TEN ŚWIAT.
    Może to rzeczywiście jakieś opiekuńcze duchy (wcale nie zartuję).
    Ludzie-owszem wyglądają na zadowolonych, są tak "regionalnie" wystrojeni, że aż niewiarygodne.
    Zresztą ta cała twoja wyprawa do Boliwii jest po prostu . po prostu "nie z tej ziemi".
    I to by było na tyle ( na razie).

    OdpowiedzUsuń