wtorek, 16 marca 2010

13. 03. 2010 Potosi – kopalnie






… Potosi jednak tylko wydaje się być przyjemnym miastem. W rzeczywistości, jego historia i prawdziwe oblicze jest o wiele bardziej smutne. Potosi znane jest z wydobycia srebra i słynnej góry Cerro Rico (Rich Hill), czyli ‘ bogate wzgórze pełne srebra’ (zdj. 1). Góra ta, nazywana jest też górą, która zjada ludzi. Wydaję się to być nie do wiary, ale przez 3 wieki kolonializmu około 8 mln afrykańskich i boliwijskich niewolników zmarło w wyniku okropnych warunków pracy w kopalniach. Co gorsze, do dziś pracują tam w tych samych warunkach nie tylko mężczyźni ale i dzieci. Jeśli ojciec zginie w wyniku eksplozji, syn ma obowiązek utrzymać rodzinę i wchodzi do kopalni mając zarówno dwanaście jak i osiem czy sześć lat. Cała praca nadal wykonywana jest przy pomocy prymitywnych narzędzi. Górnicy z powodu ekspozycji na trujące gazy i chemikalia umierają po 10-15 latach pracy. Nie bez znaczenia jest również 96% alkohol jaki piją codziennie i worek liści koki jaki przeżuwają… i taki właśnie prezent-pakunek turyści wręczają górnikom gdy przychodzą zobaczyć ich pracę. Zazwyczaj ‘zwiedzanie’ trwa około czterech godzin i przed wejściem do kopalni należy podpisać papier, że zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Ja i Eline zdecydowałyśmy się w końcu na prywatną wyprawę i skróciłyśmy nasz pobyt do dwóch godzin co i tak wystarczająco podniosło nam poziom adrenaliny. Zostałyśmy uzbrojone w kombinezony i kaski (zdj. 2) i z duszą na ramieniu weszłyśmy do kopalni o imieniu ‘Maria’ położonej na wysokości 4242 m. Już po pierwszych kilku krokach chciałyśmy zawrócić z labiryntu wąskich i niskich korytarzy, tym bardziej, że nasz nietrzeźwy przewodnik nie bardzo wiedział, w który tunel ma skręcić. Tuż przy wejściu do kopalni stoi krzyż obsypany serpentynami (zdj. 3)- do tego momentu kopalnia jest jeszcze bezpieczna i górnicy wierzą w Boga. Dalej jest już tylko piekło (warunki tam panujące zdecydowanie na to wskazują) i kopalnią rządzi Supay, znany też jako el Tio, czyli wujek (zdj. 4). Codziennie, gdy górnicy wchodzą do kopalni odprawiają rytuał, aby el Tio sprawował nad nimi opiekę. Nie da się przeoczyć, iż wujek, został całkiem hojnie obdarzony przez naturę, oznacza to reprodukcję… srebra. Do rytuałów należy między innymi ułożenie liści koki na dłoniach wujka, oblanie ich 96% alkoholem i podpalenie. Z wujkiem należy się też owego alkoholu napić, co wypaliło mi usta i myślałam, że zaraz sama zionę ogniem. Na koniec fajka pokoju i możesz iść w nadziei, że wujek jest teraz zadowolony. Nadzieja to bardzo wiele, a przekonałyśmy się o tym siedząc i słuchając historii naszego przewodnika, gdy nagle usłyszałyśmy szereg eksplozji i ‘O WUJKU!’ góra się zatrzęsła. Nie zdecydowałyśmy się iść dalej. Nie udało nam się zobaczyć pracujących górników, ale może to i lepiej. Spotkałyśmy jednak ich rodziny, żyjące w domach skleconych na stokach Cerro Rico (zdj. 5), a prezenty wręczyłyśmy ich żonom… Góra nas nie zjadła.

1 komentarz:

  1. Jesteś taka bladziutka i wychudzona na tym zdjęciu z kopalnii. Co z ciebie byłby za górnik?
    No cóż wycieczka chyba niesamowita i ogromnie, ogromnie, jak to mówią, poznawcza.
    Chyba dobrze, że nie zagłębiłyście się dalej.
    Fantastycznie to wszystko opisałaś, można było się czuć prawdziwym uczestnikiem tej wyprawy.
    Nie mogę sobie ciągle wyobrazić ciebie w tych "egzotycznych" miejscach.
    Naprawdę, wszystko jest niesamowite.

    OdpowiedzUsuń